Samo życie, czyli niezależne od nas czynniki ryzyka nowotworu 

Nowotwory są chorobą, która towarzyszy ludzkości od tysięcy lat – pierwszy opis guza nowotworowego znajduje się w egipskim papirusie datowanym na rok 3000 p.n.e., zaś  pierwszy udokumentowany przypadek nie tylko diagnozy, ale i leczenia nowotworu pochodzi z roku 1500 p.n.e. Sama nazwa „rak” została nadana jakieś 500 lat p.n.e.  przez Hipokratesa z Kos, z uwagi na charakterystyczny kształt zaawansowanego  guza. I tak ta nazwa towarzyszy nam do dziś, siejąc strach i wciąż budząc  przeświadczenie, że z rakiem nie da się walczyć, a już na pewno nie da się z nim  wygrać. Tymczasem, wraz z postępem medycyny, zdobyliśmy narzędzia pozwalające na lepszą diagnostykę i leczenie nowotworów co sprawia, że udaje się je skutecznie  wyleczyć albo przekształcić w chorobę przewlekłą. Najważniejsze do walki z tą chorobą jest zrozumienie mechanizmów w jakich powstaje, co pozwala zaplanować właściwą prewencję i strategie terapeutyczne.

Każdy element naszego ciała zbudowany jest z komórek – maleńkich struktur, które łącząc się, tworzą skórę, gałkę oczną, gruczoł mlekowy w piersi czy narządy wewnętrzne takie jak wątroba i nerki. Tych komórek jest ok. 40 bilionów i wystarczy,  by w jednej z nich powstało uszkodzenie, które nie zostanie w porę naprawione (albo też uszkodzona komórka nie zostanie w porę zniszczona), by w naszym ciele zaczął rozwijać się nowotwór. Nowotwór to dziwny, samodzielny byt powstający, gdy komórki przestają słuchać poleceń płynących z innych części organizmu – dzielą się i rosną jak  chcą, wymykając się zupełnie spod kontroli. Do usamodzielnienia komórek  nowotworowych dochodzi dzięki temu, że powstają w nich mutacje – zmiany  w materiale genetycznym, czyli zestawie instrukcji zapewniających prawidłowe  i zsynchronizowane działanie komórek i całego organizmu. Powstanie jednej mutacji  powoduje kaskadę kolejnych zmian, prowadząc do wzrostu nowotworu a następnie tworzenia przerzutów. 

Warto mieć świadomość, że ryzyko powstania i rozwoju nowotworu jest wypadkową  obciążeń od nas niezależnych, ale też szerokiej gamy czynników na które możemy  mieć wpływ, świadomie kierując swoimi codziennymi wyborami. 

Czynniki niemodyfikowalne 

Do najważniejszych czynników niemodyfikowalnych, tj. niezależnych od nas, zalicza się wiek, płeć, pochodzenie (pewne grupy etniczne są szczególnie narażone na  zachorowanie na konkretne nowotwory) oraz obciążenie rodzinne, czyli wrodzoną  predyspozycję do zachorowania na nowotwór.  

Dlaczego wiek ma znaczenie? Im dłużej żyjemy, tym silniej jesteśmy narażeni na  działanie różnych szkodliwych czynników i tym większe prawdopodobieństwo, że któraś komórek ulegnie uszkodzeniu i rozwinie się z niej nowotwór – stąd też dłuższe  życie może być jednym z głównych czynników, dla których na świecie obserwuje się  stale rosnącą częstość zachorowań na raka. Kiedyś ludzkość dziesiątkowały choroby  zakaźne, nie potrafiliśmy dobrze sobie radzić z chorobami przewlekłymi. Dziś radzimy  sobie z nimi lepiej, co toruje drogę innym chorobom. Jeszcze w latach 60 ubiegłego  wieku średnia długość życia była ok. 10 lat krótsza niż obserwowana obecnie (w Europie wynosi ok. 80 lat). Biorąc pod uwagę fakt, że większość nowotworów jest  diagnozowanych po 60 roku życia, takie zjawisko ma istotny wpływ na szanse  wystąpienia choroby. 

Nie zawsze jednak wiek ma kluczowe znaczenie dla rozwinięcia nowotworu – są wśród  nas osoby, które zachorują będąc jeszcze w kwiecie wieku. Angelina Jolie poddała się profilaktycznemu usunięciu piersi i jajników, ponieważ kobiety w jej rodzinie (matka,  ciotka) młodo zachorowały na raka piersi. Angelina wykonała badanie, które wykazało,  że i ona jest obciążona takim ryzykiem, postanowiła więc podjąć kroki pozwalające jej  uchronić się przed zachorowaniem. Skąd właściwie biorą się nowotwory rodzinne i w jaki sposób można się dowiedzieć o obciążeniu? Nasz kolor oczu, włosów,  wytrzymałość fizyczna, ale też podatność na choroby zapisane są w genach – instrukcjach, które tworzą nasz organizm. Mamy tych genów ok. 25 tysięcy,  a uszkodzenia nawet w jednym z nich mogą powodować powstanie choroby. Niektórzy  z nas rodzą się z uszkodzeniem genetycznym, które powoduje chorobę widoczną już  od dzieciństwa, inni zaś urodzili się z uszkodzeniem, którego efekt widać dopiero  w późniejszym wieku, ponieważ znacząco zwiększa ryzyko zapadnięcia na pewne  choroby – np. nowotwory. Osoby z wrodzonym (genetycznym) obciążeniem  nowotworami są znacznie bardziej podatni na uszkodzenia płynące ze środowiska – mają tym samym znacząco wyższe ryzyko zachorowania na raka i chorują znacznie wcześniej, niż osoby nie obciążone (w 35-40 roku życia). Nowotwory uwarunkowane  genetycznie to przede wszystkim rak piersi i jajnika, prostaty, jelita grubego, spora  część nowotworów nerki, wątroby, czerniak, rak żołądka czy nowotwory ośrodkowego układu nerwowego. 

Dlaczego Angelina Jolie zdecydowała się na operację prewencyjną? Statystycznie, każda kobieta ma 10-12% ryzyko zachorowania na raka piersi, czyli 1 na 8 kobiet  w którymś momencie życia zapadnie na ten nowotwór. Jeśli jednak urodziła się  z uszkodzonym genem, jej ryzyko zachorowania na raka piersi wzrasta nawet do 80%.  Stąd też konieczne jest inne postępowanie – nie wystarczy już mammografia w 50 roku  życia – jeśli kobieta urodziła się z mutacją, która zwiększa jej ryzyko zachorowania na  raka piersi, może zachorować mając 30 lat. Tym samym, powinna regularnie sama  badać piersi już od 18. roku życia, a od 25-go życia wykonywać co roku ukierunkowane  badanie. Osoby, które nie wiedzą, że są obciążone, zazwyczaj nie mają podstawy by  tak wcześnie i intensywnie się badać, więc nowotwór rozpoznaje się u nich zbyt późno.  Wczesne i ukierunkowane badania pozwalają na wykrycie choroby i jej skuteczne wyleczenie, ale przed nią nie uchronią. Stąd też Angelina Jolie zdecydowała się na działanie, które w sposób znaczący zmniejszyło jej ryzyko zachorowania – w porę usunęła narządy najbardziej zagrożone nowotworem.  

Nowotwory dziedziczne często idą parami: rak pojawia się w obu piersiach, może się  rozwinąć w jajnikach, jajowodach, trzustce, zwiększa się także ryzyko czerniaka.  Znając swoje obciążenie wiemy, jak ją badać i na jakie narządy zwracać szczególną  uwagę. Należy też podkreślić, że te same mutacje, które powodują zwiększone ryzyko  raka piersi u kobiet, zwiększają też ryzyko nowotworów u mężczyzn. Mężczyzna, który  odziedziczył zmianę genetyczną, która u jego matki i siostry spowodowała raka piersi,  powinien być badany w kierunku raka prostaty, ale także raka piersi – jego ryzyko  zachorowania na ten nowotwór wzrasta nawet do 10%.  

Kolejnym nowotworem, który ma silne podłoże genetyczne, jest rak jelita grubego. Ryzyko zachorowania na raka jelita grubego wynosi 6% (co 16 osoba w którymś  momencie życia zachoruje), ale wśród osób genetycznie obciążonych to ryzyko rośnie  do 87%. Tu także trzeba pamiętać, że dziedziczne nowotwory jelita grubego współistnieją z rakiem macicy czy jajników, więc obciążone kobiety wymagają  wzmożonego nadzoru onkologicznego, który obejmuje znacznie szersze badania, niż  tylko kolonoskopia.  

Warto się zastanowić, kto u nas w rodzinie chorował na nowotwory, i czy istnieje  ryzyko, że odziedziczyliśmy uszkodzony gen, który zwiększy nasze ryzyko  zachorowania. Ryzyko odziedziczenia chorobotwórczej mutacji wynosi 50%, warto  więc wiedzieć, czy jest się obciążonym, czy też nie. Dzięki postępowi medycyny  potrafimy dziś zbadać wszystkie geny związane z ryzykiem zachorowania na  nowotwory (zależnie od rekomendacji, w konkretnych nowotworach bada się ich kilkanaście) i dowiedzieć się, czy wymagamy zwiększonego nadzoru onkologicznego. To wiedza, która pozwala zaprojektować profilaktykę i prewencję w optymalny sposób, najlepiej chroniąc nas przed zachorowaniem. 

Modyfikowalne czynniki nowotworu, czyli jak żyć, żeby żyć dobrze i długo 

Na wiele czynników zwiększających ryzyko nowotworu nie mamy wpływu – wiek, płeć  biologiczna, pochodzenie czy obciążenie genetyczne są poza naszą strefą oddziaływania. Nie oznacza to jednak, że żaden element naszego zdrowia nie jest w  naszych rękach – przeciwnie. Stylem życia możemy znacząco wpłynąć na swoje  ryzyko zachorowania na raka, ograniczając narażenie na czynniki uszkadzające  i wzmacniając odporność, tj. moce naprawcze organizmu. Jakbyśmy więc nie chcieli,  nie da się zrzucić wszystkiego na siłę wyższą i uznać, że przed rakiem nie da się uciec. 

Zgodnie z danymi pochodzącymi z dużego amerykańskiego badania [1] do najistotniejszych czynników zwiększających ryzyko zachorowania na raka, które sami  sobie fundujemy w codziennym życiu, zaliczamy narażenie na dym papierosowy (zależnie od źródła, odpowiada za ok. 20%-40% wszystkich zachorowań), nadwagę (8%), alkohol (5%), promieniowanie UV (5%), zakażenia wirusowe (3%) i brak aktywności fizycznej (3%). 

Dymek papierosowy – bogactwo aromatu, ale czy warto? 

Dym papierosowy jest niewątpliwie bardzo aromatyczny – znajduje się w nim ok. 5000 przeróżnych, wyrafinowanych substancji chemicznych, z których duża część ma  zdolność uszkadzania naszych komórek, czyli kierowania ich na drogę prowadzącą do powstania nowotworu. Dodatkowo, dym papierosowy osłabia on układ odpornościowy,  hamując tym samym walkę z rozwijającą się chorobą – ten doskonały duet efektów  najlepiej tłumaczy ogromny związek pomiędzy paleniem papierosów a wysokim ryzykiem raka. Ale nie tylko papierosy szkodzą – cygara, sam tytoń czy guma  z tytoniem także zawierają substancje powodujące nowotwory. Aktywne palenie  odpowiada za 7 na 10 przypadków raka płuc, na którego w Polsce rokrocznie zachoruje ok. 22 tysięcy osób i niemal tyle samo umrze. Ze statystyk wynika zatem,  że przeszło 15 tys. zachorowań można by było uniknąć, gdyby tylko ograniczyć palenie. Nie dajmy się jednak zwieść – papierosy to nie tylko rak płuca. Choć niewiele  się o tym mówi, używanie wyrobów tytoniowych powoduje tez raka jamy ustnej, gardła,  przełyku i krtani, ale także licznych narządów wewnętrznych – wątroby, nerek, trzustki,  jelita grubego czy szyjki macicy. Palenie odpowiada za 1/3 zachorowań na raka  pęcherza moczowego. Badania wskazują, że osoby palące w trakcie życia nawet  „jedynie” 1 papieros dziennie mają 87% wyższe ryzyko wcześniejszego zgonu  z powodu nowotworu albo choroby układu krążenia!  

Nie zapominajmy także o biernym paleniu, czyli takim, na jakie narażone są osoby  z najbliższego otoczenia palaczy. Jeśli dbamy o naszych najbliższych, warto wziąć  pod uwagę fakt, że osoby dorastające w oparach dymu papierosowego mają nawet 4- krotny wzrost ryzyka zachorowania na nowotwór. Także zwierzęta hodowane  w domach palaczy mają zwiększone ryzyko zachorowania na nowotwory, alergie czy  problemy z układem oddechowym. Mimo że nowotwory płuc są u psów rzadkie, występują 60% częściej u zwierząt mieszkających z palaczem. 

Czy zatem naprawdę warto? 

Ruch, ruch i jeszcze raz – ruch! 

Otyłość i brak aktywności fizycznej zwiększają ryzyko zachorowania na co najmniej 13 nowotworów, z których na pierwszy plan wysuwają się rak pęcherzyka żółciowego,  piersi oraz jelita grubego. Komórki tłuszczowe produkują szereg czynników powodujących szybsze podziały i wzrost komórek. Produkują także hormony – estrogeny – które indukują podziały komórek w gruczole piersiowym i macicy. Tym  samym, nadmiar tkanki tłuszczowej powoduje „przeładowanie” organizmu sygnałami  promującymi nadmierną aktywność komórek. W przypadku nowotworów jelita  grubego, nieprawidłowe odżywianie się i obniżona perystaltyka (zależna od aktywności  fizycznej) dodatkowo zwiększają narażenie na nadmiar uszkadzających czynników  zawartych w pożywieniu.  

Jakie zatem są rekomendacje dotyczące aktywności fizycznej? Przede wszystkim zaleca się utrzymywanie prawidłowej masy ciała, ale także stabilnej aktywności  fizycznej. Ten „ochronny” zakres aktywności nie jest w pełni scharakteryzowany i na  przestrzeni lat będzie zapewne ulegał zmianom, ale aktualne rekomendacje (2019[2]) mówią o min. 30 minutach ćwiczeń aerobowych 3 razy w tygodniu i ćwiczeniach  siłowych 2-3 x w tygodniu. Taki poziom aktywności pozwala na kontrolę masy ciała,  zredukowanie procesów zapalnych i wzmocnienie odporności organizmu. Jeśli  ćwiczenia są nam obce, trzymajmy się chociaż tych 8000 kroków dziennie [3], by znacząco poprawić swoje zdrowie. 

Wirusy 

Wirusy ostatnio najprawdopodobniej kojarzą nam się przede wszystkim z Covid-19  albo innymi infekcjami związanymi z katarem, kaszlem i innymi podobnymi objawami.  Ale wirusy to także przyczyna chorób nowotworowych – białaczek, mięsaków czy  nowotworów litych takich jak rak wątroby i szyjki macicy. Rak szyjki macicy jest tu  szczególnym nowotworem, ponieważ w przeszło 95% przypadków powstaje jako  skutek zakażenia wirusem HPV. Jest to wirus przenoszony drogą płciową i badania  wskazują, że w krajach rozwiniętych ok. 24% mężczyzn i 20% kobiet jest zakażonych  onkogennym, czyli wywołującym nowotwór szczepem wirusa. W prewencji raka szyjki  macicy tak ważne jest zatem regularne wykonywanie badania cytologicznego – pozwala ocenić status infekcji oraz sprawdzić, czy w analizowanych komórkach nie zaczyna dochodzić do przemiany nowotworowej. Ale HPV to nie tylko rak szyjki macicy  – powoduje także raka gardła, odbytu i prącia. 

Dlaczego tak ważna jest wiedza o roli HPV w warunkowaniu ryzyka zachorowania na  nowotwory? Po pierwsze dlatego, że można się ochronić przed jego przeniesieniem,  po drugie, dzięki regularnym badaniom, nawet w przypadku zakażenia, można się  ochronić przed jego najgorszymi skutkami, po trzecie zaś – mamy dziś szczepionki,  które skutecznie chronią przed zakażeniem. Podanie szczepionki rekomenduje się  dzieciom (niezależnie od płci) ok. 11-12 roku życia. W Australii, w której szczepienia  przeciw HPV realizowane są w ramach narodowego planu szczepień, obserwuje się  aktualnie przeszło 90% spadek liczby osób zakażonych chorobotwórczymi odmianami  wirusa HPV i przeszło 70% spadek liczby kobiet poniżej 20 r.ż. u których w badaniu  cytologicznym znaleziono podejrzane, wysoce zmienione komórki. Istnieje zatem  ogromna szansa, że dzięki powszechnym szczepieniom z czasem uda się zupełnie  wyeliminować ten typ nowotworu.  

Słońce, słońce 

Idzie wiosna, a z nią niepowstrzymana potrzeba wystawiania się na ciepłe, otulające  promienie słońca. Jest to potrzeba naturalna i zdrowa – w końcu słońce jest konieczne  do tego, byśmy wyprodukowali odpowiednie ilości witaminy D3, tak istotnej dla  naszych kości i układu odpornościowego. Ale słońce, szczególnie w nadmiarze, to  niestety nie tylko korzyści dla naszego organizmu. Nadmierne narażenie na  promieniowanie ultrafioletowe (słoneczne albo pochodzące z solarium) jest przyczyną  przeszło 90% nowotworów skóry. Jest to związane z bezpośrednim, uszkadzającym  działaniem promieniowania na nasze komórki. Właściwie każde, nadmierne narażenie  na promieniowanie UV zwiększa ryzyko zachorowania na raka skóry, a w przypadku  czerniaka ryzyko to rośnie znacząco u osób mających tendencję do parzenia się na  słońcu – egzotyczne plaże po długiej zimie potrafią tu być szczególnie niebezpieczne.  Zapewne w każdym smartfonie w aplikacji pogodowej można znaleźć informację na  temat tzw. indeksu UV. Indeks ten wskazuje jak szybko możemy się opalić, ale też (co  pewnie częściej ignorowane, ale ważniejsze), jakiego typu ochronę powinniśmy  stosować by zabezpieczyć się przed nadmiernym narażeniem na promieniowanie słoneczne. Już przy indeksie 3 amerykański Centers for Disease Control and  Prevention zaleca stosowanie filtrów ochronnych i zasłanianie się przed słońcem.  Coraz bardziej rozumiemy, że zdrowa opalenizna niekoniecznie jest taka zdrowa. Chroniąc się przed nadmiernym narażeniem na promieniowanie ultrafioletowe nie tylko  nie przyspieszamy starzenia się skóry, ale też chronimy się przed nowotworem.

Alkohol – na zdrowie? 

Niektórzy twierdzą, że alkohol i kofeina stworzyły i ukształtowały naszą cywilizację [4].  Kofeina jest składnikiem produkowanym przez rośliny do walki ze szkodzącymi im  objawami, drożdże zaś produkują alkohol etylowy (główny składnik znanych ludziom  napojów alkoholowych) do tego, by wygrać z rywalizującymi z nimi mikroorganizmami.  To jednak ludzie zmaksymalizowali produkcję i wykorzystanie obu tych używek.  Najpierw alkohol, a później kawa stanowiły dostępną i „bezpieczną”, a w każdym razie  w miarę aseptyczną alternatywę dla często skażonej wody. I tak jak kofeina może mieć  nawet korzystny wpływ na nasze zdrowie, tak alkohol niestety wręcz przeciwnie – powoduje liczne choroby i odpowiada za niemal 25% zgonów wśród osób w wieku 20-39 lat. W 2020 r. alkohol odpowiadał za ok. 4,5% zachorowań na nowotwory na  świecie. 

W kontekście nowotworów nie istnieje pojęcie bezpiecznego poziomu spożycia  alkoholu. Mimo że jest to czynnik stosunkowo słabo utożsamiany z ryzykiem tej  choroby, alkohol istotnie wpływa na zwiększenie ryzyka raka jamy ustnej, gardła,  przełyku, piersi, wątroby i jelita grubego. Podobnie jak w przypadku innych substancji,  uszkadzające działanie alkoholu odbywa się na wielu poziomach – od deregulacji  metabolicznej (złe wchłanianie witamin, produkcja wolnych rodników) po powodowanie  bezpośrednich uszkodzeń w komórkach. Te uszkodzenia są indukowane przez  aldehyd octowy – związek, który powstaje w naszym organizmie w wyniku metabolizmu  alkoholu. Każdego alkoholu, niezależnie od jego procentowości. Ale to nie wszystko – alkohol zmienia także procesy metabolizmu i działania estrogenów (żeńskich  hormonów), w sposób znaczący podwyższając tym samym prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi. Regularne wypijanie 3 drinków alkoholowych w tygodniu  zwiększa ryzyko nowotworu piersi o 15%. Ponadto, alkohol i papierosy często idą w parze, a duet ten znacząco zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory jamy ustnej i przełyku. Czy zatem faktycznie, wznosząc toast kieliszkiem wina, powinniśmy mówić „na zdrowie”? 

Co dalej? 

Kiedy w 2000 roku ogłoszono wstępne wyniki projektu, którego celem było poznanie  zapisu genetycznego człowieka, Bill Clinton powiedział „Dziś staje się możliwe, że  naszym dzieciom słowo „rak” będzie się kojarzyło wyłącznie z konstelacją gwiazd na  niebie” [5]. Taki obraz przyszłości, choć pociągający, wciąż nie jest jeszcze możliwy do  osiągnięcia. Nowotwory towarzyszą ludzkości od początku jej istnienia, i choć coraz  lepiej je diagnozujemy i leczymy, nie znikną z wachlarza grożących nam chorób w czasie życia jednego pokolenia. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że nauka i medycyna  wciąż zbyt mało wiedzą, by poradzić sobie z nimi poradzić– istotny jest tu także fakt,  że pomimo lepszego zrozumienia czynników, które prowadzą do powstania raka,  bardzo często nie potrafimy żyć w taki sposób, by nie narażać się na ich działanie.  Cóż, „życie przecież po to jest, żeby pożyć [6]”, ale pewnie warto zastanowić się nad  złotym środkiem, by to życie było dłuższe i lepsze. 

Bibliografia

1 Islami et al., Proportion and number of cancer cases and deaths attributable to potentially modifiable  risk factors in the United States, https://doi.org/10.3322/caac.21440

2 Schmitz et al., Exercise is medicine in oncology: Engaging clinicians to help patients move through  cancer, https://doi.org/10.3322/caac.21579 

3 Saint-Maurice et al., Association of Daily Step Count and Step Intensity With Mortality Among US  Adults, JAMA. 2020;323(12):1151-1160. doi:10.1001/jama.2020.1382 

4 Chelsea Follett, USA Today, 28.02.2017, komentarz w Cato Institute 

5 “It is now conceivable that our children’s children will know the term cancer only as a constellation of  stars.”

6 Anna Maria Jopek, „Ja wysiadam”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *